piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 4 ~ "Nowe miejsce, nowi ludzie, nowe przygody..."

-Dziękuje, za miłą pobudkę.- powiedział oburzony Kieran.
-Polecamy się na przyszłość, braciszku.- powiedział słodkim głosem Dean, a zaraz wszyscy wybuchli niekontrolowanym śmiechem.
Kiedy oni się tak śmiali Carolain miała rozmowe ze swoim chłopakiem i rodzicami.
-Dlaczego ich tu przyprowadziłaś?!- gorączkował się jej chłopak, Mark
-Nie są w dobrym towarzystwie.-powiedział tata.
-A co, jeśli ktoś z naszych tu przyjdzie i ich zaatakuję? Nie pomyślałaś o tym, bo to twoi idole, wiem, ale licz się z tym kochana.- powiedziała bardziej troskliwie mama. - Musisz jak najszybciej ich stąd wynieść. Muszą wrócić do siebie. Trafili tylko na nasz portal, ale teraz nie wiedzą jak wrócić.- dodała szybko mama.
-Dobrze, dobrze.... ale mamo, musisz mi pomóc w tym, bo sama nie dam rady.- rzuciła szybko Carolain.
-Dobrze, chodźmy.- powiedziała mama obejmując córkę i kierując się na górę do chłopaków. Gdy były na schodach słyszały ich śmiechy. Weszły do pokoju.
-Co wy robicie?- zapytała Carolain a chłopacy spoważnieli.
-Niiiiic.- powiedzieli chórem na co mama się zaśmiała.
-Witam was chłopcy w moich skromnych progach, ale musicie jak najszybciej wrócić do siebie.- powiedziała spokojnie mama.
-Wiemy, że musimy i chcemy...- zaczął Kieran.
-Ale jak?- zapytał Dean.
-Pływając w morzu trafiliście na podwodny portal. Wrócicie tam, jeśli pójdziecie tam gdzie się znaleźliście na początku.
-Czyli pod wodospad.- rzucił Kit.
-Dobra chłopaki idziemy.- powiedział Dean i wszyscy, łącznie z mamą i Carolain kierowali się nad wodospad.

***
-Sean! Sean! Sean!- wołał Dean, wbiegając do willi z chłopakami.
-Seaaaaaaaaaannnnnn!-krzyknął Kieran.
-Chłopaki?! Gdzie wy byliście?! Od zmysłów odchodziłem...- powiedział Sean przytulając do siebie cały zespół.
-Sami nie wiemy co to było, ale najważniejsze, że już jesteśmy tu.- powiedział Kit.
-No właśnie. Bez ciebie nigdzie nie idziemy.- zaśmiał się Dean. Na to weszła Angel, ze łzami w oczach.
-Angel co się stało?- zapytał Kier. Ona tylko podeszła do każdego z chłopaków i przytuliła i dała buziaka w policzek, a Sean'a pocałowała w usta.
-Cieszę się, że w końcu jesteście.- powiedziała ocierając łzy.
-Oooooo...- zrobili równo chłopcy i przytulili się do Angel.
-No dobra, zjemy pizze, a potem nam wszystko opowiecie.- powiedział Sean.
-Spoko.- rzucił obojętnie Kier.
-Gdzie Dylan?- zapytał Dean.
-W łóżku z Victorią, ale radzę wam im nie przeszkadzać.- powiedział poważnie Sean. Po chwili jednak wszyscy wybuchli śmiechem.

***

Dean i Kieran, poszli na spacer wieczorem. Kieran był najlepszy w sprawach zakochań, miłości i takich tam. Dlatego Dean chciał się go zapytać o parę spraw. Było już ciemno, a księżyc rozjaśniał plaże i morze. Usiedli po jednej stronie kamieni, zwróceni w stronę morza.
-Wiesz Kieran.... czasem myślę, że jestem jakiś inny.... spotykam codziennie tyle pięknych dziewczyn, z którymi mnie łączy pare rzeczy, ale jednak nigdy nie spotkałem tej jedynej... jakoś nie spotkałem dziewczyny przy której zapiera mi dech w piersiach, albo czuję motylki w brzuchu. Nie czułem czegoś takiego nigdy. czy ze mną jest coś nie tak?
-Wiesz Dean.... muszę ci przyznać, że sam wiele razy tak myślałem, ale mam dopiero 21 lat.. życie jest przede mną, mam jeszcze na to czas. A ty? Masz dopiero 19 lat, co nie znaczy, że już musisz mieć tą swoją miłość na całe życie.
-Tsa, no wiem, ale .... jak patrzę na szczęśliwego Sean'a, albo Dylana to aż...
-Wiem, stary, wiem. Też tak mam czasem.
-Ciekawe czy jest taka dziewczyna, która ma dokładnie tak ja. Przecież miałem kilka dziewczyn i jak kończyliśmy ze sobą to nie przeżywałem tego. Nigdy.
-Może jest.... życie ci pokaże czy jest czy nie. Dobra koniec tego dobrego. Idę do domu, a jak ty chcesz to zostań. Narka.
-Narka.- powiedział Dean i patrzył jak Kieran znika za budynkami. Postanowił przejść się wzdłuż plaży. Jak jechali tutaj, zawsze widział las a zaraz obok wilki klif, na którym można były by posiedzieć i pomyśleć. Udał się tam. Był tuż przy lesie kiedy usłyszał szlochanie. Zaniepokojony przyśpieszył, a kiedy zobaczył dziewczynę, siedzącą na klifie, samą, w dodatku całą zapłakaną... aż serce mu się krajało. Podszedł do niej.
-Czemu płaczesz?- zapytał siadając obok niej. Była skulona. Twarz miała ukrytą w kolanach.
-Zostaw mnie... odejdź. Dam sobie radę.- powiedziała przez płacz. Dean uznał, że nie może jej tak teraz zostawić i ułożył ją w swoich ramionach. Nie zdawała sobie sprawy jak bardzo tego potrzebuję.
-Nie zostawię cię samej. Nie mogę. Jeszcze się rzucisz z klifu i popełnisz samobójstwo.- powiedział troskliwie Dean.
-Czemu? Kilka razy mówiono mi, że świat byłby lepszy beze mnie. ze zawadzam wszystkim tylko. Że i tak nigdy się we mnie nie zakocha, bo jestem brzydka i nic nie warta.
-Ej... nie mów tak. Jestem pewien, że ta osoba, która ci to mówiła czuła się zagrożona.
-Na pewno nie......... czasem myślę, że jestem jakaś inna...- powiedziała i znów usiadła jak przed tem, tym razem nie chowała głowy w kolana tylko patrzyła na księżyc. -... miałam kliku chłopaków, ale gdy już kończyliśmy nie było mi żal, przykro, po prostu nawet za nimi nie tęskniłam. Nie przyzywałam tego. Nigdy nie spotkałam chłopaka, przy którym zapierało mi dech w piersiach, albo czułam motylki w brzuchu...- dziewczyna mówiła i mówiła, a Dean był pod wrażeniem, że jednak jest dziewczyna, która ma tak samo jak on.
 Po jakimś czasie Dean i dziewczyna o imieniu- Olka. Tak mówili na nią Olka. To ładna dziewczyna, ale za często męczy się nie potrzebnymi myślami. Biedna dziewczyna... Dean i Olka bardzo dobrze się rozumieli tym bardziej, że mieli dokładnie tak samo z paroma faktami.
-Przepraszam, że pytam, ale .. czy ty nazywasz się Dean Lemon? Ten z Room 94? Jestem fanką..- powiedziała już trochę bardziej ucieszona Olka.
-No tak. Cieszę się, że poznałem naszą fankę.- powiedział i objął ją ramieniem, gdy zobaczył jak zadrżała.- Ale czemu drżysz?
-Może dlatego, że specjalnie dla porozmawiania z wami kiedyś tam uczyłam się specjalnie angielskiego i właśnie gadam z tym, którego kocham?- powiedziała cały czas patrząc mu w oczy. Jego źrenice się powiększyły, a brzuchu czuł motylki.
-Olka, dziękuje ci.. - powiedział i mocno ją do siebie przytulił.-Dzięki tobie to poczułem, po raz pierwszy.
-Ale co?- powiedziała i też poczuła motylki w brzuchu.
-Motylki w brzuchu.
-Też je czuję.- powiedziała i mocniej się w niego wtuliła.

 Była już noc, może koło 2. A Dean i Olka cały czas spacerowali razem. Okazało się, że Angel-dziewczyna Sean'a jest jej kuzynką i to właśnie z nią tu przyjechała.
-Jest już późno, może przenocujesz dziś u nas? Angel też jest u nas.- zaproponował Dean.
-Wiem, że jest. Pisała, że będzie teraz z Sean'em. Ale nie sądzę, że to dobry pomysł, bym była u was.
-Dlaczego?
-Z Dylanem chodzi Victoria. Wydaję się miła i w ogóle, no i przyjaźni się z Angel, ale taka nie jest. Nienawidzi mnie. To ona w liceum uprzykrza mi życie. To jest jakaś masakra.
-Będziesz ze mną. Ino ci coś powie, to ja z nią porozmawiam.
-Ulegniesz jej. Zawsze tak jest. Każdy ulega jej sztucznej niewinności... żałosna małpa...
-Jak mam cię przekonać?
-Nie odpuścisz, co?
-No nie, nie odpuszczę.
-Ech.... no dobra, ale śpię u ciebie.
-Możesz nawet ze mną.- zaśmiał się cwaniacko Dean. Olka trzepnęła go w ramię i oboje się roześmiali. Szli objęci.
 Weszli cicho do domu. W salonie był Sean z Angel, która na widok kuzynki podbiegła do niej i mocno przytuliła.
-Olka.- powiedziała cicho, żeby nikt nie słyszał. Mocno się do siebie przytuliły. Angel poleciały łzy.
-Angel.- powiedziała równie cicho Olka.
-Śpisz tutaj dziś i nie przyjmuję odmowy.
-Dobrze.
-To Sean.- przedstawiła go Olce, Angel.
-Cześć.- powiedział i przytulił Olkę.
-Hej, jestem Olka.- powiedziała jeszcze w objęciu.
-Wiem.- zachichotał cicho Sean.
-Dobra idź już spać, pewnie jesteś zmęczona. zobaczymy się rano. Papa.- powiedziała Angel i pocałowała kuzynkę w czoło.- Śpij dobrze.
-Dziękuje. Dobranoc.- powiedziała i poszła z Dean'em na górę. Minęli wchodzącą właśnie do łazienki Victorię. Dean już był w swoim pokoju a Olka szła za nim.
-Ooo.. widzę, że naszą małą france już tu przywiało... wylecisz stąd z hukiem. Dopilnuję tego.- warknęła Vicki.
-Uważaj, żebym ja nie dopilnował twojego zniknięcia stąd.- warknął Dean, który stanął we framudze drzwi.
-Dean.. to są nasze porachunki. Nie wpierdalaj się we wszystko.- wysyczała przez zęby Vicki.
-Nie zapominaj, że Dylan nie jest u siebie. To wszystko jest moje i braci. Nie musicie tu być. Wystarczy tylko jedno moje słowo, a oboje stąd znikniecie.- powiedział ostro wkurzony Dean i tylko czekał aż ta się odezwie.
-Jeszcze się z tobą policze suko.- syknęła do Olki. Dean nie wytrzymał.
-Sean! Angel! Chodźcie tu!- krzyknął na cały głos.
-Pojebało cię już całkiem?!- warknęła Vicki i próbowała coś zrobić, jakoś się uratować, ale nie miała jak. Po chwili obok nich stał Sean, Angela, Kit, Kieran no i Dylan.
-Victorio, jak możesz być tak okrutna dla mojej kuzynki? Nie wiedziałam, że cały czas tak ją traktujesz. Co ona ci takiego zrobiła co?- zaczęła Angela stając oko w oko z Vicki.
-Zawsze jej nienawidziłam. Mała pyskata, smarkula... Przez to, że cały czas się z nami trzymała straciłam swą reputacje.
-I dlatego uprzykrzałaś mi życie w liceum?- powiedziała ironicznie Olka, która cały czas stała za Dean'em bo nie przepuszczał jej do przodu.
-A żebyś wiedziała. Potem poznałyśmy z Angel chłopaków no i to była szansa, żeby być z którymś z nich. Stałabym się bardziej popularna. A po za tym... dostaje co chce i jestem wolna od tej tu.- wskazała na Olkę.-aż do dziś, kiedy widzę cię w miejscu w którym widzieć cię nie powinnam.- syknęła na Olkę. Ta chciała ruszyć i jej walnąć, ale Dean ją złapał.
-Dylanie i Victorią, nie możecie tu dłużej zostać.- powiedział Sean.
-Ale Sean, to nie fair... wiem, że Dean to twój brat, ale zauważ, że nigdy się nie lubiliśmy. Skąd wiesz, że ja coś zrobiłem? To wymysły Dean'a. Nie moje.- próbował bronić się Dylan. ale Angelę i Sean'a ciężko przekonać.
-Masz racje, nie lubimy się, ale to nie moje wymysły. Od początku Vicki wydawała się chamska i fałszywa, ale nie do końca wiedziałem o co chodzi. Teraz wiem, jaka jest, bo sam słyszałem. A, że ty jesteś naiwny chłoptaszek to wzięła ciebie za swą ofiarę.- powiedział Dean. Cały czas obejmował stojącą przed nim Olkę.
-Pewnie masz racje.. - zastanawiał się Dylan.
-Co? Kochanie nie... nie mów tak. Nie ufaj mu. Kocham cię. Ty mnie tez. Dlaczego chcesz zepsuć naszą miłość? Przyznaję, że na początku robiłam to dla popularności, ale serio cię kocham. Mogę się stąd wynieść, ale bez ciebie nie idę. Możemy zbudować sobie nowe życie. Dylan, proszę cię...- powiedziała przez łzy Victoria , błagalnym głosem Dylana. Stała przy nim i próbowała jakoś do niego dotrzeć, ale .. czy to coś dało?
-Vicki, ja też cię kocham, ale myślałem, że już cię znam. Teraz się okazuje, że jest inaczej. Mogę wynieść się stąd z tobą, ale musisz mi pokazać jaka na prawdę jesteś. Chce wiedzieć o tobie wszystko....- przerwał nagle Kieran.
-Dobra pogadacie sobie potem, a teraz..... won stąd!- krzyknął Kieran i Dylan i Vicki wzdrygnęli się. Po jakmiś czasie zabrali wszystkie swoje rzeczy i już ich nie było. Dean podziękował każdemu z braci. Olka każdego z braci przytuliła. Kieran nie chciał jej puścić.
-Kieran? Możesz mnie puścić? Jestem zmęczona i chce spać.
-Ech... no dobra. ale jutro rezerwujesz dla mnie czas i przytulasz mnie.- zachichotał Kieran.
-Ha ha ha.... chciałbyś.- zachichotała Olka odsuwając się od Kierana.
-No ba, że chce. Obiecujesz?
-No okej. Ale potem jestem cała Dean'a.- zaśmiała się. Dean poruszał śmiesznie brwiami, na co wszyscy łącznie z nim wybuchnęli niekontrolowanym śmiechem.
-Dobra jestem zmęczona, idę spać. dobranoc.- powiedziała ciepło Olka i zniknęła za drzwiami pokoju Dean'a.
-Stary?- zaczął Kieran do Dean'a.- jesteś pewien, że nie będę z nią spał?- zaśmiał się Kieran. Dean mu zawtórował i tak jak Olka zniknął za drzwiami pokoju. Wszyscy się rozeszli do siebie. Dean i Olka musieli spać w jednym łóżku. Obu to nie przeszkadzało. Wyszło na to, że spali wtuleni w siebie. Ale.... czy było coś więcej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz